Gadasz do siebie gorzej niż do kogokolwiek. Pora to zmienić

3 min czytania

Ilustracja do wpisu: Gadasz do siebie gorzej niż do kogokolwiek. Pora to zmienić

Mały eksperyment. Twój przyjaciel spóźnia się na ważne spotkanie, bo zaspał. Co mu powiesz? Pewnie coś w stylu: „Spoko, zdarza się, następnym razem nastaw dwa budziki”.

A teraz Ty spóźniasz się na to samo spotkanie. Co mówisz do siebie w głowie? Strzelam, że coś bliżej: „No brawo, jak zwykle. Nic nie umiesz zrobić porządnie”.

Gdyby ktoś tak mówił do Twojego przyjaciela, pewnie byś mu przypomniał(a), gdzie są drzwi. A do siebie? Codziennie, w kółko, bez przerwy na kawę.

Skąd ten wewnętrzny krytyk?

Najczęściej stąd, że kiedyś to działało. Surowy głos w głowie miał nas pilnować: żeby się bardziej starać, nie odstawać, nie dostać bańki z matmy. (Pozdrawiam wszystkich, którzy słyszeli „a co mnie obchodzi, że wszyscy dostali”.)

Problem w tym, że dorosły człowiek, któremu ktoś non stop powtarza „jesteś beznadziejny”, wcale nie staje się lepszy. Staje się zmęczony. I zaczyna unikać rzeczy, w których mógłby polec, czyli prawie wszystkiego, co ciekawe.

Czym jest współczucie dla siebie?

Brzmi jak hasło z kubka w sklepie z kadzidełkami, ale stoją za tym badania. Psycholożka Kristin Neff opisuje współczucie dla siebie jako trzy rzeczy:

  1. Życzliwość zamiast osądzania. Mówisz do siebie tak, jak do kogoś, kogo lubisz.
  2. Wspólne człowieczeństwo. Pamiętasz, że inni też się mylą i też mają gorsze dni. Nie jesteś wyjątkowo popsutym egzemplarzem.
  3. Uważność. Zauważasz, że jest Ci ciężko, zamiast udawać, że nic się nie stało, albo tonąć w tym po uszy.

Ważne: to nie jest pobłażanie sobie ani wymówka. Badania Neff i innych sugerują raczej coś odwrotnego. Ludzie, którzy traktują siebie łagodniej, częściej próbują jeszcze raz po porażce, bo porażka nie kosztuje ich tyle wstydu.

Ćwiczenie: list od przyjaciela

To ćwiczenie pochodzi z prac Kristin Neff i jest proste, choć wcale nie łatwe.

  1. Pomyśl o czymś, co sobie wyrzucasz. Konkretnie, jedna sprawa. Nie „całe moje życie”.
  2. Wyobraź sobie przyjaciela, który zna Cię na wylot, ze wszystkimi wadami, i lubi Cię mimo to. Może być prawdziwy albo wymyślony.
  3. Napisz do siebie list z jego perspektywy. Co by Ci powiedział o tej sprawie? Jak by Cię pocieszył? Co by Ci doradził, bez wytykania palcem?
  4. Odłóż list na kilka godzin i przeczytaj go jeszcze raz, powoli.

Pierwszy raz będzie dziwnie. Serio, możesz się przyłapać na tym, że nawet w liście od „przyjaciela” przemycasz krytykę („no ale wiesz, mogłeś się bardziej postarać”). To normalne. Skreśl i napisz jeszcze raz.

Więcej o tym ćwiczeniu jest w poradniku List do siebie z przeszłości, w części o współczującym liście.

A gdyby ten list wrócił za 3 miesiące?

Dobra wersja tego ćwiczenia: napisz łagodny list do siebie i ustaw, żeby wrócił za 3 miesiące. Prawie na pewno trafi na jakiś gorszy dzień. I wtedy, zamiast tego znajomego głosu „no brawo, jak zwykle”, dostaniesz maila od kogoś, kto Cię zna najlepiej i jest po Twojej stronie. Od siebie.

Jeśli wewnętrzny krytyk krzyczy szczególnie głośno, kiedy jesteś przemęczony lub przemęczona, sprawdź krótki test Co odbiera Ci spokój?. A jeśli od tygodni jest Ci bardzo ciężko, porozmawiaj z psychologiem. To też jest forma bycia dla siebie łagodnym.

Na marginesie

Dobry test na to, jak do siebie mówisz: przeczytaj na głos zdanie, które właśnie pomyślałeś lub pomyślałaś o sobie, i wyobraź sobie, że mówisz je do dziesięcioletniego dziecka. Jeśli brzmi okropnie, to znaczy, że jest okropne.

Zobacz też

Odpowiedz sobie w liście

Odpowiedz sobie, nie nam. Napisz list do siebie - wróci do Ciebie mailem za kilka miesięcy.

List prowadzony kosztuje 9,99 zł. Wyniki testu zapisujemy bez imienia i adresu e-mail, żeby porównywać je z innymi, a to, co napiszesz w liście, zostaje w Twojej przeglądarce.

Pytania na start
  1. Co ostatnio sobie wyrzucam?
  2. Co powiedział(a)bym przyjacielowi w tej samej sytuacji?
  3. Czego teraz naprawdę potrzebuję?


Szkic zapisuje się na tym urządzeniu. 0 / 10 000 znaków

Kiedy list ma wrócić?


Co znaczy „anonimowa”? Nie zapisujemy Twojego adresu e-mail ani dokładnej daty, tylko miesiąc i rok. Treści listu nie zmieniamy, z jednym wyjątkiem: adresy e-mail i numery telefonów wpisane w list wycinamy automatycznie. Imiona, miejsca i inne szczegóły, które sam(a) wpiszesz, zostają w kopii.

Za chwilę dostaniesz maila z linkiem. List zaklejamy dopiero, gdy go klikniesz - zajrzyj też do spamu.

Za darmo. List i adres e-mail przechowujemy zaszyfrowane, a po wysłaniu listu usuwamy je z bazy. Bez zgody na kopię nikt nie czyta Twojego listu. Szczegóły w polityce prywatności.

Oskar Mizieliński

Oskar. Nie jestem trenerem motywacyjnym, coachem ani psychologiem. Znacznie lepiej wychodzi mi słuchanie historii niż ich opowiadanie (choć ostatnio idzie mi to coraz lepiej): dopytuję, nie oceniam, pomagam uporządkować myśli i mam nadzieję, że to Ci jakoś pomoże.PS. Napisałem też książkę Historia z Pewnego Liceum, w której bohater pisze list do siebie.

Przeczytaj też