Mały eksperyment. Twój przyjaciel spóźnia się na ważne spotkanie, bo zaspał. Co mu powiesz? Pewnie coś w stylu: „Spoko, zdarza się, następnym razem nastaw dwa budziki”.
A teraz Ty spóźniasz się na to samo spotkanie. Co mówisz do siebie w głowie? Strzelam, że coś bliżej: „No brawo, jak zwykle. Nic nie umiesz zrobić porządnie”.
Gdyby ktoś tak mówił do Twojego przyjaciela, pewnie byś mu przypomniał(a), gdzie są drzwi. A do siebie? Codziennie, w kółko, bez przerwy na kawę.
Skąd ten wewnętrzny krytyk?
Najczęściej stąd, że kiedyś to działało. Surowy głos w głowie miał nas pilnować: żeby się bardziej starać, nie odstawać, nie dostać bańki z matmy. (Pozdrawiam wszystkich, którzy słyszeli „a co mnie obchodzi, że wszyscy dostali”.)
Problem w tym, że dorosły człowiek, któremu ktoś non stop powtarza „jesteś beznadziejny”, wcale nie staje się lepszy. Staje się zmęczony. I zaczyna unikać rzeczy, w których mógłby polec, czyli prawie wszystkiego, co ciekawe.
Czym jest współczucie dla siebie?
Brzmi jak hasło z kubka w sklepie z kadzidełkami, ale stoją za tym badania. Psycholożka Kristin Neff opisuje współczucie dla siebie jako trzy rzeczy:
- Życzliwość zamiast osądzania. Mówisz do siebie tak, jak do kogoś, kogo lubisz.
- Wspólne człowieczeństwo. Pamiętasz, że inni też się mylą i też mają gorsze dni. Nie jesteś wyjątkowo popsutym egzemplarzem.
- Uważność. Zauważasz, że jest Ci ciężko, zamiast udawać, że nic się nie stało, albo tonąć w tym po uszy.
Ważne: to nie jest pobłażanie sobie ani wymówka. Badania Neff i innych sugerują raczej coś odwrotnego. Ludzie, którzy traktują siebie łagodniej, częściej próbują jeszcze raz po porażce, bo porażka nie kosztuje ich tyle wstydu.
Ćwiczenie: list od przyjaciela
To ćwiczenie pochodzi z prac Kristin Neff i jest proste, choć wcale nie łatwe.
- Pomyśl o czymś, co sobie wyrzucasz. Konkretnie, jedna sprawa. Nie „całe moje życie”.
- Wyobraź sobie przyjaciela, który zna Cię na wylot, ze wszystkimi wadami, i lubi Cię mimo to. Może być prawdziwy albo wymyślony.
- Napisz do siebie list z jego perspektywy. Co by Ci powiedział o tej sprawie? Jak by Cię pocieszył? Co by Ci doradził, bez wytykania palcem?
- Odłóż list na kilka godzin i przeczytaj go jeszcze raz, powoli.
Pierwszy raz będzie dziwnie. Serio, możesz się przyłapać na tym, że nawet w liście od „przyjaciela” przemycasz krytykę („no ale wiesz, mogłeś się bardziej postarać”). To normalne. Skreśl i napisz jeszcze raz.
Więcej o tym ćwiczeniu jest w poradniku List do siebie z przeszłości, w części o współczującym liście.
A gdyby ten list wrócił za 3 miesiące?
Dobra wersja tego ćwiczenia: napisz łagodny list do siebie i ustaw, żeby wrócił za 3 miesiące. Prawie na pewno trafi na jakiś gorszy dzień. I wtedy, zamiast tego znajomego głosu „no brawo, jak zwykle”, dostaniesz maila od kogoś, kto Cię zna najlepiej i jest po Twojej stronie. Od siebie.
Jeśli wewnętrzny krytyk krzyczy szczególnie głośno, kiedy jesteś przemęczony lub przemęczona, sprawdź krótki test Co odbiera Ci spokój?. A jeśli od tygodni jest Ci bardzo ciężko, porozmawiaj z psychologiem. To też jest forma bycia dla siebie łagodnym.
Na marginesie
Dobry test na to, jak do siebie mówisz: przeczytaj na głos zdanie, które właśnie pomyślałeś lub pomyślałaś o sobie, i wyobraź sobie, że mówisz je do dziesięcioletniego dziecka. Jeśli brzmi okropnie, to znaczy, że jest okropne.




