Postanowienia noworoczne nie działają. No, prawie

4 min czytania

Ilustracja do wpisu: Postanowienia noworoczne nie działają. No, prawie

Pierwszy tydzień stycznia na siłowni wygląda jak wyprzedaż w sklepie z elektroniką. Kolejka do bieżni, zajęte ławki, ktoś w nowiutkich butach jeszcze z metką. A potem przychodzi luty i nagle można ćwiczyć w samotności, jak w klasztorze. (Z tym że w klasztorze nie leci disco polo z głośników.)

Czy to znaczy, że postanowienia noworoczne są bez sensu? Nie do końca. I tu jest ciekawostka.

Czy postanowienia noworoczne w ogóle działają?

Działają częściej, niż się wydaje. W znanym badaniu Johna Norcrossa i współpracowników z 2002 roku po pół roku przy swoim postanowieniu trwało ok. 46% osób, które je podjęły. W grupie osób, które też chciały coś zmienić, ale bez postanowienia, było to zaledwie ok. 4%.

Czyli kalendarz sam w sobie nie jest problemem. Problemem jest to, jak te postanowienia ustawiamy.

Dlaczego większość postanowień pada w lutym?

1. Są o wszystkim naraz

„W tym roku schudnę, będę biegać, nauczę się hiszpańskiego, przestanę scrollować i zacznę medytować.” Brzmi pięknie. W praktyce to pięć etatów dołożonych do jednego życia. Coś musi puścić, i zwykle puszcza wszystko.

2. Są mgliste

„Będę zdrowiej jeść” nie mówi nic o tym, co zrobisz we wtorek o 19:00, kiedy wracasz zmęczony lub zmęczona i w lodówce jest tylko żółty ser.

3. Są o tym, czego nie robić

Ciekawy wynik ze szwedzkiego badania z 2020 roku (Oscarsson i inni): lepiej wychodziły cele ustawione jako „zacznę coś robić” niż „przestanę coś robić”. Mózg nie lubi pustej dziury po zakazie. Lubi coś, czym ją zapełni.

4. Nie są Twoje

To mój ulubiony punkt. Połowa postanowień to tak naprawdę cudze oczekiwania przebrane za własne. Szef, mama, Instagram, kolega, który przebiegł maraton. Ciało się nie oszuka: po trzech tygodniach przestaje mu się chcieć robić coś „dla kogoś”.

Co zamiast postanowienia?

  1. Jeden cel zamiast pięciu. Wybierz ten, który zmieni najwięcej. Reszta może poczekać do kwietnia, naprawdę.
  2. Konkretny pierwszy krok. Nie „zacznę biegać”, tylko „w poniedziałek o 7:00 wychodzę na 15 minut, buty stoją przy drzwiach”.
  3. Zacznij coś, zamiast tylko kończyć. Zamiast „koniec ze słodyczami” spróbuj „do każdego obiadu warzywa”.
  4. Zapisz, dlaczego. Prawdziwy powód, nie ten na pokaz. W lutym, kiedy motywacja wyparuje, powód będzie jedyną rzeczą, która jeszcze trzyma.
  5. Zaplanuj gorszy dzień. Wiadomo, że przyjdzie. Ustal z góry: jak opuszczę jeden dzień, to nic, ale nie opuszczam dwóch pod rząd.
  6. Ustaw sobie kontrolę. Najlepiej taką, przed którą nie da się uciec.

Kontrola, przed którą nie uciekniesz

Napisz list do siebie, który wróci w marcu. Opisz w nim cel, swój prawdziwy powód i pierwszy krok. Dopisz pytanie: „Czy dalej to robisz? A jeśli nie, to co Cię zatrzymało?”.

Wybierz wysyłkę „Za 3 miesiące”. W marcu dostaniesz maila od siebie ze stycznia. Taki list działa trochę jak trener personalny, tylko tańszy i bardziej bezlitosny, bo zna wszystkie Twoje wymówki. (Sam je przecież wymyśliłeś lub wymyśliłaś.)

Jeśli chcesz sprawdzić, czy Twój cel w ogóle ma szansę, zrób krótki test Jak wyznaczyć cele i ich nie porzucić?. Pokaże, co już masz, a czego brakuje: jasności, powodu, planu, czasu, wytrwałości czy wsparcia.

A co, jeśli już w lutym odpuściłem lub odpuściłam?

To nie jest koniec świata, tylko koniec stycznia. Nie ma przepisu, że cele można ustawiać tylko 1 stycznia. Możesz zacząć od nowa w poniedziałek, w urodziny albo w zwykły wtorek. Zanim jednak zaczniesz od nowa, zapytaj siebie, co poszło nie tak: cel był za duży, za mglisty, czy po prostu nie Twój? Odpowiedź na to pytanie jest więcej warta niż nowe postanowienie.

Na marginesie

Pan X (zmyślony, ale bardzo typowy) co roku 1 stycznia obiecuje sobie, że rzuci palenie. Co roku 3 stycznia pali dalej. W końcu zamiast „rzucam” zapisuje: „po obiedzie zamiast papierosa idę na 10 minut na spacer”. Rzuca dopiero w kwietniu, ale za to na dobre.

Zobacz też

Odpowiedz sobie w liście

Odpowiedz sobie, nie nam. Napisz list do siebie - wróci do Ciebie mailem za kilka miesięcy.

List prowadzony kosztuje 9,99 zł. Wyniki testu zapisujemy bez imienia i adresu e-mail, żeby porównywać je z innymi, a to, co napiszesz w liście, zostaje w Twojej przeglądarce.

Pytania na start
  1. Jaki jeden cel na ten rok jest naprawdę mój?
  2. Dlaczego chcę go osiągnąć, tak szczerze?
  3. Co zrobię w pierwszym tygodniu stycznia, choćby małego?


Szkic zapisuje się na tym urządzeniu. 0 / 10 000 znaków

Kiedy list ma wrócić?


Co znaczy „anonimowa”? Nie zapisujemy Twojego adresu e-mail ani dokładnej daty, tylko miesiąc i rok. Treści listu nie zmieniamy, z jednym wyjątkiem: adresy e-mail i numery telefonów wpisane w list wycinamy automatycznie. Imiona, miejsca i inne szczegóły, które sam(a) wpiszesz, zostają w kopii.

Za chwilę dostaniesz maila z linkiem. List zaklejamy dopiero, gdy go klikniesz - zajrzyj też do spamu.

Za darmo. List i adres e-mail przechowujemy zaszyfrowane, a po wysłaniu listu usuwamy je z bazy. Bez zgody na kopię nikt nie czyta Twojego listu. Szczegóły w polityce prywatności.

Oskar Mizieliński

Oskar. Nie jestem trenerem motywacyjnym, coachem ani psychologiem. Znacznie lepiej wychodzi mi słuchanie historii niż ich opowiadanie (choć ostatnio idzie mi to coraz lepiej): dopytuję, nie oceniam, pomagam uporządkować myśli i mam nadzieję, że to Ci jakoś pomoże.PS. Napisałem też książkę Historia z Pewnego Liceum, w której bohater pisze list do siebie.

Przeczytaj też