Znasz ten niedzielny wieczór? Teoretycznie jeszcze weekend, praktycznie głowa już siedzi w poniedziałkowym spotkaniu o 9:00. Telefon w ręce, scrollowanie do północy, a potem i tak budzik dzwoni za wcześnie.
Mam na to rytuał, który kosztuje 15 minut i jedną kartkę. Nazywa się przegląd tygodnia. (Brzmi korporacyjnie, wiem. Obiecuję, że nie trzeba robić prezentacji.)
Co to jest przegląd tygodnia?
Krótkie podsumowanie minionych siedmiu dni i ustawienie kolejnych. Pomysł spopularyzował David Allen w metodzie „Getting Things Done”, tylko u niego to bardziej porządkowanie zadań. Tutaj chodzi o coś prostszego: zatrzymać się, zauważyć, co było, i zdecydować, co dalej, zanim tydzień zdecyduje za Ciebie.
7 pytań na niedzielny wieczór
Odpowiadaj krótko, po jednym, dwóch zdaniach. Ma być szybko, nie pięknie.
- Co w tym tygodniu poszło dobrze? Zacznij od tego. Mózg i tak sam dojdzie do porażek, nie trzeba mu pomagać.
- Co mnie najbardziej zmęczyło? I czy to było coś, co musiało się wydarzyć, czy coś, na co się zgodziłem lub zgodziłam, choć nie chciałem lub nie chciałam?
- Z kim było mi dobrze? Jedna osoba, jedna chwila.
- Czego się nauczyłem lub nauczyłam? Choćby tego, że nie warto jeść kebaba o 23:00.
- Co odkładam? Rzecz, która wisi nad głową już kolejny tydzień.
- Jaka jest jedna najważniejsza rzecz na przyszły tydzień? Jedna. Nie dziesięć.
- Co zrobię dla siebie? Spacer, książka, trening, nic. „Nic” też się liczy, jeśli zaplanujesz je świadomie.
Jak nie zamienić tego w kolejny obowiązek?
- Stała pora. Niedziela o 20:00, z herbatą. Albo piątek po pracy, jeśli wolisz zamknąć tydzień przed weekendem.
- Jedna kartka, nie aplikacja. Aplikacja kusi powiadomieniami. Kartka jest nudna, i o to chodzi.
- Bez oceniania. To nie jest raport dla szefa. Nikt tego nie czyta.
- Raz na miesiąc przeczytaj cztery kartki naraz. Dopiero wtedy widać, co się powtarza. Ten sam „męczący” punkt co tydzień to już nie przypadek, tylko informacja.
A co dalej z tymi kartkami?
Po trzech miesiącach będzie ich kilkanaście. To dobry moment, żeby z nich napisać list do siebie: co się powtarzało, co się zmieniło, czego chcesz w kolejnym kwartale. Ustaw go na kolejne 3 miesiące i masz ciągłość, o jaką trudno w głowie, która pamięta głównie ostatni wtorek.
Codzienną wersję takiego pisania opisujemy w poradniku Journaling: jak zacząć, a jeśli chcesz zacząć od dobrych rzeczy, sprawdź dziennik wdzięczności.
Czy 15 minut naprawdę wystarczy?
Na początek tak. Pierwsze dwa, trzy razy pewnie zajmie Ci to dłużej, bo będziesz się zastanawiać nad każdym pytaniem. Potem wchodzi w rytm. Jeśli jakiejś niedzieli wyjdzie 5 minut, też dobrze. Liczy się to, że w ogóle się zatrzymujesz.
Na marginesie
Najwięcej mówi zwykle pytanie numer 2. Po kilku tygodniach okazuje się, że to, co męczy najbardziej, rzadko jest pracą samą w sobie. Częściej to jedna osoba, jedno spotkanie albo jedno „tak”, które powinno było być „nie”.



